
Początek 33 tygodnia ciąży niespodziewanie spędziłam w szpitalu. Jak do tego doszło? Otóż na czwartek miałam zaplanowaną rutynową wizytę u mojej pani ginekolog. Wyniki krwi i moczu były super, od 4 tygodni brałam końską dawkę magnezu, więc spodziewałam się, że wszystko jest ok, mimo że czułam ostatnio jakby ciążenie brzucha w dół. A tymczasem co się okazało? Szyjka znacznie skrócona i rozwarcie na 1,5 cm! KTG wykazało niepokojącą czynność skurczową. Pani doktor zaleciła jeszcze tego samego wieczora stawić się na izbie przyjęć, żeby zrobili mi dożylny wlew z czegoś, co wyciszy ewentualne skurcze. Miał być to 24-godzinny pobyt, ale zatrzymali mnie na 3 doby na patologii ciąży. Dostałam 3 kroplówki magnezu oraz Luteinę. Przy wypisie oczywiście nakaz leżenia i odpoczywania i koniecznie kontroli lekarskiej za tydzień. Leżę więc posłusznie i leżeć będę, bo naprawdę nie chcemy, aby Helenka była wcześniakiem! Mąż przejmuje od dziś dowodzenie w domu, a ja będę nadzorować prace z pozycji kanapowej :)
Plusem tej całej sytuacji jest to, że przetarłam sobie szpitalne szlaki i utwierdziłam się w przekonaniu, że chcę rodzić w tym a nie w innym szpitalu. Atmosfera na oddziale, podejście pań pielęgniarek, komfort i wygląd sal- wszystko bez zarzutu. Jedynie lekarze mogliby być bardziej wylewni, bo tak naprawdę trudno było uzyskać informacje o własnym stanie zdrowia.
Najważniejsze, że jesteśmy już w domu i wcielamy w życie plan intensywnego odpoczynku.
Na koniec kilka faktów z życia naszej Malutkiej.
Helenka waży obecnie 1,9-2 kg i niektórymi wymiarami znacznie przekracza swój wiek ciążowy :)
Ułożona jest główką w dół.
Pani doktor potwierdziła planowany termin porodu na 31.10
U mnie na plusie jest 9 kg i waga rośnie teraz bardzo powoli, właściwie to stoi w miejscu.
Trzymajcie kciuki, żeby nasza Mała zechciała jeszcze trochę poczekać i podrosnąć w brzuchu mamy!
Pozdrawiam!