Ostatnio w życiu Helenki wielkie rewolucje. Po pierwsze chce chodzić chodzić i jeszcze raz chodzić! Prowadzona za obie rączki okrąża cały dom po kilka razy, a wyprowadzona do ogrodu wprost kwiczy z radości. Nie będę nawet wspominać, jak czuje się mój wiecznie zgięty kręgosłup ;) Zastanawiam się, skąd tyle energii w tych malutkich nóżkach? Wczoraj Mała pierwszy raz zrobiła kilka samodzielnych kroczków, bez żadnej podpory. Jestem taka dumna! Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że to będzie tak szybko, zwłaszcza, że w żaden sposób jej do tego nie zachęcaliśmy. Nie było chodzików, pchaczy, stawiania do pionu. Jestem dumna i szczęśliwa, a jednocześnie przeraża mnie jak czas szybko płynie.. już widzę Helenkę idącą do przedszkola...
Spore zmiany nastąpiły też w trybie życia Heleny, a raczej w jej trybie snu. Z zasypiania o 19 i pobudek o 5-6 zrobiło się zasypianie o 21 i późniejsze pobudki. Rano więc wszyscy się wysypiamy. Muszę jednak pilnować, aby popołudniowa drzemka nie przekroczyła godz 16, bo wówczas nawet z tym zaśnięciem o dziewiątej bywa problem. Niestety zaczęły się nocne przebudzenia na mleko, których nie było już od wielu miesięcy. Zwykle jest jedna, a czasem wcale. Nie wiem o co chodzi. Na noc zaczęliśmy podawać mleko z kleikiem. Do tego wychodzą jej kolejne ząbki- górne dwójki, więc może to to. Zobaczymy.
W naszym życiu pojawiła się też nowa osoba- niania. Niebawem wracam do pracy, babcie mieszkają daleko, żłobka narazie nie bierzemy pod uwagę, więc opiekunka wydaje się być jedynym wyjściem. Będę pracować w dużej mierze popołudniami, przynajmniej na początku, więc Mała będzie z nianią tylko kilka godzin dziennie. Wielkim plusem jest fakt, że niania mieszka kilkaset metrów od nas. Za jakiś czas pomyślimy o żłobku, ale póki co takie rozwiązanie wydaje mi się najlepsze. Aktualnie jesteśmy w fazie oswajania Helenki z nową ciocią. Bawią się, rozmawiają, a ja albo mąż jesteśmy w pobliżu. Mimo że od dawna byłam świadoma, że ten moment nastąpi, jest to dla mnie rewolucja. Niełatwa. Tłumaczę jednak sobie, że to naturalna kolej rzeczy, tak być musi i już, no i wszystkim nam musi to wyjść na dobre.
21 sie 2015
8 sie 2015
spacerówka Joie Litetrax- moja opinia
zdjęcie pochodzi z Allegro.pl
Wózek Joie Litetrax nabyliśmy spontanicznie- po prostu spodobał nam się w sklepie. Poprzednia spacerówka pochodziła z zestawu Jedo Fyn 3w1, i - o ile gondola Jedo dawała radę - spacerówka nie tylko wyglądała dość paskudnie, ale w ogóle była jakaś taka toporna. Helena wyraźnie nie lubiła w niej jeździć, a i dla mnie prowadzenie tego wózka nie było przyjemnością. Potrzebny nam był wózek lekki, który można bez problemu wozić autem chociażby do sklepu. Mieszkamy na wsi, każde większe zakupy to konieczność dojechania autem. Jeździmy sporo, a bagażnik mamy średniej wielkości, więc musiał być to wózek o zgrabnych wymiarach.
Wózek jak najbardziej spełnia moje oczekiwania. Przede wszystkim jest lekki, zwrotny, zgrabny, wygodny (Helena uwielbia), chroni od słońca i wiatru. No i jest śliczny! My mamy czarny- jest bombowy.
Największy plus dałabym mu za:
- 2 stojaczki na kubki- idealne na kawkę nabytą na spacerze lub na kubeczek dla dziecka (widoczne na ostatnim zdjęciu)
- 2 praktyczne zamykane skrytki. Jedna znajduje się z przodu tuż przy rączce, pomiędzy uchwytami na kubki. Idealna na smoczek, chusteczki, grzechotki, klucze, komórkę... wszystkie tzw pierdoły, które lubimy mieć pod ręką. Większa znajduje się pod oparciem i zapina się na zamek błyskawiczny. Tam czasem wkładam portfel albo zapasowe pieluchy.
Zalety:
- ładny :):):)
- lekki
- zwrotny, bez problemu prowadzi się jedną ręką
- bardzo łatwo się składa
- łatwa regulacja stopnia rozłożenia oparcia (mamy do wyboru 3 opcje, łącznie z rozłożeniem na płasko)
- duża budka
- zajmuje niewiele miejsca po złożeniu
- może stać pionowo po złożeniu
- spory, wygodny koszyk na zakupy
- wykonany z praktycznego materiału, łatwy do utrzymania w czystości
- łatwo wyjmowany pałąk dla dziecka
Wady:
- pasy są jakoś dziwnie zaprojektowane- zsuwają się z ramion dziecka. Ochronne nakładki na pasy spadają przy każdej okazji- aktualnie przestaliśmy ich używać. Sposób zapinania pasów też nie należy do najprostszych, aczkolwiek da się przeżyć :)
- pałąk z przodu (ten nad nóżkami dziecka) mógłby być trochę wyżej. Nie wiem jak jest w innych wózkach, ale w tym bałabym się chociaż na sekundę zostawić dziecko bez zapinania w pasy, bo mam wrażenie, że łatwo mogłoby "wyskoczyć" na główkę. U nas Helena często zarzuca sobie nogi na ten pałąk ;)
- koła łatwo chwytają brud
- brak torby
- trochę terkocze na wybojach
- nie da się zmieniać wysokości rączki (dla nas to ważne bo mąż ma 2 metry wzrostu)
- rączka jest pokryta czymś w rodzaju pianki i dość łatwo się brudzi - warto dokupić ochraniacz np ze skóry
Budkę można rozszerzyć rozkładając tę oto siateczkową część
Subskrybuj:
Posty (Atom)

